wtorkowy wieczór,
przesłuchuje audiobook'a Lang Adele "Dziennik socjopatycznej karierowiczki".
w przerywach oglądam "sex w wielkim mieście", a kartkuje książkę Jessici Adams pt. "www.samotna pozna...".
dzisiaj zarejestrowałam się na dwóch portalach dla samotnych. obydwa są na literę "S"- jak samotność - o ironio~. Mieszkam w Krakowie. Miasto tursytów, studentów, artystów... a tu cisza. Dojmująca cisza. Tylko w internetowym świecie można znaleźć "bratnią duszę" - czyli fikcyjnego "potencjata" kursu szybkiego flirtu. Żyje w tym gołębniku już 3 rok. Czekam by wymarzony Kraków pokrył się z tym rzeczywistym. Ciężko. Rutyna potrafi przetrzepać dupsko, wyrzucając z kieszeni kolorowe kulki marzeń. Czekam, czekam, jak ten smok na bulwarach wiślanych....żeby ktoś mnie objął(niekoniecznie zrobił ze mną zdjęcie), przytulił (wejść pod nogi i się uśmiechnąć- bez podtekstów-albo jednak z ?). Zostać zauważonym - jeeeej- wtedy ja mogłabym zapłonąć ogniem wdzięczności. Coraz bardziej przekonuję się, że Kraków to miasto samotnych ludzi. Szybkiego beznamiętnego seksu np. na Wielopolu, czy turystycznego łóżka w hostelu. Nie jesteś studentem, jesteś klasą roboczą. Czujesz się na uboczu. Kraków, kraków, kraków..... dla wybranych.